Rzemiosło świadome. Czy tradycyjne stolarstwo jest przestarzałe i trzeba je ratować?

połączenia stolarskie typu jaskółczy ogon i narzędzia stolarskie w szkole stolarskiej

Narracja o „ratowaniu rzemiosła” i jej konsekwencje

Do napisania tego artykułu zainspirowały mnie głosy w przestrzeni publicznej określające tradycyjne techniki stolarskie jako przestarzałe, powolne i hobbystyczne. Spotykam się często z pytaniem, czy takie stolarstwo ma jeszcze sens albo czy używam tradycyjnych technik stolarskich dlatego, że są fajne. Czasami ludzie szukają zalet w cichej pracy narzędzi ręcznych (spróbujcie w bloku uderzyć kilka razy pobijakiem w dłuto, a sąsiedzi wyprowadzą Was z tego błędu). Jednak to, co najbardziej mnie porusza w obecnej dyskusji o rzemiośle to budowanie narracji o konieczności „ratowania” tradycyjnych technik stolarskich przed zapomnieniem.

To założenie jest błędne u podstaw. Tradycyjne stolarstwo nie jest przestarzałe, ale bardzo często bywa źle rozumiane. Nie polega na pielęgnowaniu dawnych metod dla samej idei ich zachowania, lecz na ich świadomym wykorzystaniu tam, gdzie dają przewagę jakościową lub oszczędność czasu.

Być może największą krzywdę tradycyjnemu stolarstwu robią dziś właśnie osoby, które sprowadzają je do zapomnianych technik, folkloru lub sentymentu do pracy starymi narzędziami. Świetnie to opisuje Bogdan Kosak w książce „Autoportret rzemieślnika”, wydanej przez ASP i Muzeum Śląskie w Katowicach. W jego eseju współczesne rzemiosło jest przedstawione jako ofiara kolejnych zmian gospodarczych i społecznych, na siłę wtłaczane w ramy sentymentu i romantyzacji przedmiotów wykonanych ręcznie.

To odciąga naszą uwagę od rzeczywistych zalet rzemiosła i zmian paradygmatów, o których będę w tym cyklu pisał. Taka skansenizacja tradycyjnego rzemiosła stolarskiego nie pomoże mu przetrwać, a tym bardziej się rozwijać. Nie zakładam, że taka postawa wynika ze złej woli, bardziej z braku zrozumienia rzemiosła, jego historycznych uwarunkowań, braku transmisji międzypokoleniowej, a po części z zapaści szkolnictwa zawodowego, która sprawiła, że zawody rzemieślnicze traktowane są jako gorszy wybór. Naszym (stolarzy) zadaniem jest pokazanie zastosowania tradycyjnych technik stolarskich we współczesnym świecie, możliwości ich współistnienia z nowoczesnymi rozwiązaniami, które mogą uzupełniać. Do tego jednak potrzebne jest stolarstwo świadome.

Założenia cyklu i punkt wyjścia

Tym wpisem rozpoczynam cykl artykułów dotyczących zidentyfikowania i uzasadnienia miejsca narzędzi ręcznych we współczesnym stolarstwie. Nie chcę Was przekonać, że każdy stolarz powinien nimi pracować, ale pokażę Wam obszary, w których są one uzasadnione czasem i jakością.

Zacznijmy od tego, że zmieniły się warunki, w których współczesny stolarz pracuje. Technologia dała nam rozwiązania, które znacznie skracają proces wykonania mebla. Kiedyś drzewo trzeba było ręcznie ściąć, ściągnąć je często z trudnego terenu, przetrzeć ręcznie i kilka lat suszyć. Dziś większość z tych czynności jest w znacznym stopniu zautomatyzowana i trwa wielokrotnie krócej. Dla stolarzy technologia stała się dużym udogodnieniem i zmieniła warunki gry.

Zmiana paradygmatu – wiedza, umiejętności i technologia

Z mojej perspektywy jedną z największych zmian jest zmiana paradygmatu. Otóż tradycyjne rzemiosło od zawsze oparte było na wiedzy i umiejętnościach manualnych. Dziś zmieniła się właśnie ta podstawa, współczesne stolarstwo oparte jest o nie na wiedzy i umiejętnościach manualnych a na umiejętnościach obsługi technologii. Umiejętności manualne były warunkiem koniecznym, aby w ogóle zająć się stolarką. System kształcenia czeladnika i mistrza stolarskiego był długi i wymagający. Przez wieki stolarz był jednocześnie projektantem i wykonawcą. To on decydował o konstrukcji, rozumiał materiał i prowadził cały proces od pomysłu do gotowego przedmiotu. Wiedza o drewnie, narzędziach i połączeniach była nierozerwalnie związana z praktyką pracy.

Dopiero rewolucja przemysłowa wprowadziła wyraźny podział ról. Projektowanie i opracowanie konstrukcji zaczęły funkcjonować osobno, a wykonawstwo stopniowo oddzieliło się od procesu podejmowania decyzji. Wraz z rozwojem masowej produkcji unikatowe, ręcznie wykonywane przedmioty zaczęły tracić na znaczeniu, a rzemieślnicy zostali odsunięci od etapu projektowego.

Dziś duża część stolarstwa opiera się na technologii, a umiejętności często sprowadzane są do obsługi maszyn, zamiast wynikać z głębokiego zrozumienia materiału i konstrukcji.

Wiedza została mocno okrojona, jeśli nie wyeliminowana czego dowodzi poziom kształcenia zawodowego, czy pozycja cechów i znaczenie egzaminów zawodowych na rynku. Nie dodałem, że zmienił się jeszcze w międzyczasie kolejny paradygmat – okres gwarancji i rękojmia, sprowadzone do jednego roku, co daje szansę źle skonstruowanemu meblowi lub kiepskim (budżetowym) technologiom na przeżycie, a stolarzowi na spokój. W takich warunkach wiedza jest traktowana niemal hobbystycznie, a stolarzem może dziś zostać każdy. Sam jestem tego przykładem – zostałem stolarzem nie ucząc się w szkole branżowej, wiedzę i umiejętności zdobywałem samodzielnie latami uczestnicząc w zagranicznych kursach stolarskich, czytając literaturę fachową i poświęcając każdą wolną chwilę na rozwój swoich umiejętności stolarskich. Zajęło mi to ponad 20 lat, a moim pierwszym warsztatem stolarskim był przydomowy garaż. Dopiero po takich przygotowaniach przystąpiłem do egzaminów organizowanych przez Dolnośląską Izbę Rzemieślniczą.

Technologia nie zastępuje umiejętności

Ta zmiana paradygmatów sprowadza wykonanie mebla wyłącznie do kwestii dostępu do lepszej technologii. Przez wszystkie lata ery przemysłowej z jakiegoś powodu technologia zaczęła dawać nam poczucie bezpieczeństwa. Często niestety fałszywe. Kiedyś odwiedził mnie w pracowni znany polski pisarz i oglądając moją szafkę audio z kolekcji Chameleon chciał być miły i zagadnął, że aby takie meble robić to trzeba mieć dobry sprzęt. Zapytałem go, na czym pisze swoje książki. Odpowiedział mi, że na komputerze. Powiedziałem mu, że w takim razie, gdyby miał lepszy komputer, to może pisałby lepsze książki. Od razu zrozumiał analogię. Na przestrzeni lat obserwowałem też moich stażystów, którzy w trudnych sytuacjach, gdy nie radzili sobie ze strugiem, poszukując strefy komfortu automatycznie sięgali po szlifierkę. Tłumaczyli to sobie brakiem czasu lub otwarcie przyznawali, że coś ich pokonało.

Z jednej strony mamy zatem stolarstwo tradycyjne, a z drugiej stolarstwo współczesne. Czy mogą one współistnieć? Tak i to całkiem nieźle. Ja nazywam to stolarstwem świadomym. To właśnie świadome podejście do stolarstwa pozwala nam przenieść uwagę z metod i narzędzi na cel, który chcemy osiągnąć. Dlatego najpierw definiujemy sobie cel, określamy efekt jaki chcemy osiągnąć, a dopiero później dobieramy optymalne narzędzia i metody do jego wykonania. W stolarce świadomej każda metoda, czy to tradycyjna, czy współczesna, jest traktowana tak samo, ma swoje wady i zalety, które można wykorzystać. Dam Wam przykład. Jeśli klient zamówi u Was półkę, która jest o kilkanaście centymetrów szersza od możliwości strugania Waszej wyrówniarki czy grubościówki i nie posiadacie szlifierki taśmowej, to macie kilka opcji do wyboru:

  1. Odmówić klientowi;
  2. Kupić szerszą grubościówkę lub szlifierkę taśmową;
  3. Przeszlifować półkę po sklejeniu;
  4. Zawieźć do kolegi i zrobić to u niego na jego maszynach;
  5. Ręcznie przestrugać półkę.

Pewnie jest jeszcze kilka innych opcji, ale zatrzymajmy się na tych. W takich sytuacjach zawsze zadaję sobie pytanie: co jest moim celem? I tu jest sedno rozumienia stolarki świadomej. W zależności od tego, czy jest to tylko pojedynczy projekt, czy będzie powtarzany, czy potrzebuję idealnej płaszczyzny, czy lekka łódka jest dopuszczalna, jaka jest jakość klejenia, ile jest do zebrania – to wszystko determinuje metodę, którą wybiorę. Zatrzymajmy się jednak na punkcie 5. Umiejętność szybkiego i efektywnego strugania ręcznego daje dodatkowe i czasami zmieniające warunki gry możliwości. Zwykle wyrównanie takiej półki strugiem zajmuje mi od kilku do kilkunastu minut. Jednak nie wystarczy w tym celu tylko kupić nowe narzędzie. Jest to błąd większości osób zajmujących się stolarstwem, polegający właśnie na mieszaniu rzeczywistości rzemiosła tradycyjnego i współczesnego. Najlepsze narzędzie tradycyjne bez umiejętności poprawnej pracy nim jest praktycznie bezużyteczne, nawet jeśli dokładnie przeczytamy instrukcję.

Regał Jazz z litego drewna z nieregularnymi półkami i szafkami oraz Tom Bensari stojący obok, collectible design Bensari Ébénistes

We współczesnym stolarstwie umiejętność oznacza coś zupełnie innego niż w stolarstwie tradycyjnym. W stolarstwie tradycyjnym umiejętność jest związana ze znajomością narzędzia i jego pracy, „głębokim czuciem go” zmysłami wzroku, słuchu i dotyku. Stoją za tym setki godzin poświęcone na pracy tym narzędziem. Tak jak muzyk latami trenuje, aby z klasycznego instrumentu wydobyć muzykę versus twórca muzyki elektronicznej, który nie potrzebuje umiejętności wydobywania dźwięku z komputera. Nie zrozumcie mnie źle, nie dyskredytuję muzyki elektronicznej, ani narzędzi współczesnych, po prostu technologia upraszcza pewne procesy. Więc kupując taki strug, bez odpowiednich umiejętności i próbując rozwiązać nim problem nierównej półki, skazani jesteśmy na porażkę, a na pewno pochopnie wyciągniemy błędne wnioski typu: to nie działa, to jest przestarzałe, wolne, nieefektywne, strug pozostawia wiele wyrw etc.

Stolarstwo świadome w praktyce

Żyjemy w czasach, gdzie wstępne wyrównanie deski w sposób optymalny wykonuje wyrówniarka i grubościówka, gdzie duże piły szybko i sprawnie rozcinają materiał, pilarki taśmowe swoją szybkością przewyższają najlepsze piły ręczne. Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy narzędzi ręcznych nie ścinają samodzielnie drzew, nie przecierają ich i nie pracują przy świecach. Postęp nastąpił i jest nieunikniony.

Skąd zatem brać te umiejętności? Odpowiedź jest dziś prosta, trzeba szukać okazji do ćwiczeń. Stolarstwo świadome polega właśnie na traktowaniu rzemiosła jak muzyki czy sportu. Muzyk ćwiczy codziennie gamy, chociaż nikt mu za to nie płaci, a tym bardziej nikt nie chce tego słuchać. Biegacz codziennie trenuje i pokonuje kilometry, aby raz na jakiś czas wystartować w zawodach (albo utrzymywać kondycję na wysokim poziomie). Czy takie podejście do rzemiosła jest opłacalne? Tak, w wielu okolicznościach umiejętności te dają wymierne korzyści, jak choćby szybkie i bezproblemowe wyrównanie półki bez konieczności biegania po znajomych, kupowania nowej drogiej maszyny czy, co często pada z ust niektórych stolarzy, odmówieniu klientowi „bo nie mam takiej maszyny”.

Jest wiele innych przykładów, które pokazują, że użycie tradycyjnych technik jest szybsze, skuteczniejsze i jakościowo lepsze niż współczesne techniki. O tym będę w tym cyklu pisał.

W mojej pracowni jest sporo obszarów, które mógłbym obsłużyć nowoczesnymi narzędziami i technologiami. Weźmy na przykład wycinanie jaskółczych ogonów – jedno z podstawowych połączeń stolarskich stosowanych w moich meblach. Kiedyś mój znajomy – również stolarz – odwiedzając mnie w pracowni policzył, że do jednego z mebli potrzebuję 5,5 m.b. połączeń na jaskółczy ogon. Jakby tego było mało, te elementy będą niewidoczne, ukryte za roletami. Co za marnotrawstwo czasu! Nie mógł zrozumieć, dlaczego wycinam je ręcznie. Z założenia staram się nie pokazywać połączeń stolarskich w moich meblach więc owszem, mógłbym je wycinać maszynowo. Skróciłoby to cały proces do dwóch godzin. Jednak dzięki temu, że od zawsze wycinam każde połączenie ręcznie, to cały proces zajmuje mi około 8 godzin, a nie cztery dni tak jak moim stażystom. Owszem, mógłbym skrócić ten proces pracując maszynowo, ale takie podejście doprowadziłoby mnie do utraty czegoś o wiele ważniejszego niż czas. Do utraty podstawowych umiejętności stolarskich, które w wielu innych sytuacjach dają mi możliwość ręcznego wykonania niestandardowych elementów, bez konieczności kupowania specjalnych maszyn czy szablonów. W efekcie do utraty możliwości w ogóle wykonywania takich mebli jakie teraz tworzę. Ręcznie wykonywanie połączeń na jaskółczy ogon to moje stolarskie gamy, które trenuję, aby być w formie. Dzięki temu mam umiejętności, które pozwalają mi tworzyć meble na najwyższym poziomie. Te umiejętności dają mi wolność.

Stolarz pracujący dłutem i pobijakiem przy ręcznej obróbce drewna w warsztacie stolarskim, narzędzia ręczne na ścianie, Bensari Workshop Wrocław

I w tym miejscu wracamy do punktu wyjścia. Narracja o „ratowaniu” tradycyjnego rzemiosła wydaje się intuicyjna, ale w rzeczywistości prowadzi w niewłaściwym kierunku, bo zakłada, że mamy do czynienia z czymś, co należy do przeszłości i wymaga ochrony. W efekcie rzemiosło zostaje zamknięte w estetyce i sentymencie, zaczyna funkcjonować jako symbol albo element opowieści, a nie jako realne narzędzie pracy.

Jeśli chcemy poważnie rozmawiać o miejscu tradycyjnych technik stolarskich dzisiaj, musimy podejść do nich inaczej. Uczciwie ocenić zarówno ich ograniczenia, jak i rzeczywiste przewagi, i dopiero na tej podstawie zastanowić się, gdzie i w jaki sposób mają sens. Tylko wtedy możliwe jest ich świadome wykorzystanie i rzeczywiste współistnienie z technologią, która nie jest dziś alternatywą, ale naturalnym elementem naszego środowiska pracy.

Stolarstwo świadome jako kierunek rozwoju

To właśnie nazywam stolarstwem świadomym, rozumianym jako sposób podejmowania decyzji w pracy. W takim ujęciu wybór metody nie wynika z przywiązania do narzędzi ani z dostępnej technologii, lecz z celu, jakości i odpowiedzialności za efekt, który chcemy osiągnąć.

Dopiero z tej perspektywy tradycyjne techniki stolarskie przestają być traktowane jako alternatywa wobec nowoczesnych rozwiązań, a zaczynają funkcjonować jako jedno z narzędzi pracy, które – użyte we właściwym momencie – pozwala pracować precyzyjniej, swobodniej i bez ograniczeń, które często pozostają niewidoczne, dopóki nie próbujemy ich przekroczyć.

Nie jest to zresztą wyłącznie moja obserwacja wynikająca z codziennej pracy w warsztacie. W europejskim raporcie „Crafting Health and Wellbeing”, przygotowanym przez European Crafts Alliance we współpracy z zespołem badawczym University of Eastern Finland i zaprezentowanym we Florencji, rzemiosło zostało pokazane jako istotny element współczesnego systemu społeczno-gospodarczego, wpływający na jakość życia, sposób pracy i relację człowieka z tym, co tworzy. W tym opracowaniu znalazła się również moja pracownia jako przykład praktyki opartej na świadomym łączeniu pracy z materiałem, procesem i własnymi umiejętnościami.

To pokazuje wyraźnie, że rzemiosło nie jest zamkniętym rozdziałem historii ani obszarem wymagającym ochrony w formie skansenu, lecz żywą dziedziną, która – jeśli jest właściwie rozumiana – ma swoje miejsce we współczesnym świecie i może się w nim dalej rozwijać.

Dlatego zamiast zastanawiać się, jak ratować rzemiosło, warto zacząć od czegoś znacznie prostszego i jednocześnie trudniejszego: spróbować je zrozumieć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *